

Coraz krótsze dni. Coraz ciszej na świecie. Większość ptaków już odleciała. Pola są szare i smutne, choć ożywione wschodzącą oziminą. Tylko w ogrodach stoją jeszcze kapuściane głowy, a na kartofliskach trwa wytężona praca. Całymi rodzinami, od wielu dni, zgięte wpół postaci wydzierają ziemi jej plony. Korzystają z pogody, bo rychło może nadejść słota. Trzeba umiejętnie uderzyć motyką, aby nie uszkodzić ziemniaczanych bulw, a potem dokładnie przegarnąć ziemię, by wydobyć wszystkie, nawet te najmniejsze. Im więcej się ukopie, tym łatwiej będzie przetrwać zimę. Zsypywane na kopczyki, nakrywane łętami przesychają na polu. Później zostaną zwiezione do piwnic i rejek. Zapach wilgotnej ziemi i kartofli miesza się z dymem palonego zielska, który snuje się nad polami. Na krzakach i drzewach powiewają nici babiego lata. Robi się zimniej. Słońce nagrzewa ziemię, ale nocami już zdarzają się przymrozki. Groźna zima zbliża się dużymi krokami. Ludzie kończą gromadzić zapasy. Zabezpieczone przed silnymi mrozami ziemniaki muszą wystarczyć na długo, gdyż obok kiszonej kapusty i czarnego chleba są podstawą jadłospisu mieszkańców.
Tak to mniej więcej wyglądało przed stu laty na polskiej wsi, gdy gospodarstwa były niemalże samowystarczalne. Pola i ogrody zapewniały pożywienie, a także odzienie, gdyż owce dawały wełnę, a len, którego obróbka zajmowała kilka jesiennych i zimowych miesięcy, uprawiało się jeszcze w okresie po drugiej wojnie światowej. O ziemniaki należało dbać przez cały okres ich wzrostu. Gospodarz musiał je obredlić radłem, które ciągnął koń. Pogłębione bruzdy przewietrzały glebę, gromadziły wodę deszczową i odprowadzały jej nadmiar. Gospodyni pełła je usuwając chwasty za pomocą motyki i usypując trapezowate redliny. To zajęcie było także udziałem dzieci w wieku szkolnym. Zaniedbane ziemniaki bardzo szybko zarastały wysokim zielskiem – perzem, lebiodą, ostem i bylicą. Pozbawione światła i zagłuszane, rodziły małe bulwy. Jak wcześniej wspomniałem, ziemniaki były ważne w jadłospisie naszych przodków. Kluski ziemniaczane i placki często pojawiały się na wiejskich miskach. Obierki i małe kartofelki gotowano i siekano, obsypywano śrutą zbożową i dawano świniom jako karmę. Dodać można, że gospodarze na bieżąco sprawdzali stan przechowywanych w kopcach i piwnicach kartofli. W miarę potrzeby odkrywano kopce, a przed większymi mrozami dokładano więcej słomy i ziemi na wierzchu. Nie mogło dojść do przemarznięcia, bądź zapocenia sterty. Doświadczony gospodarz sprawdzał stan za pomocą dotyku. Przy okazji wyczuwał, czy czasem nie ma kiełków na bulwach. W pogodne dni można było odsłonić stertę, inaczej zwaną rejką i poprzebierać je. Odrzucając te z kiełkami i nadgniłe, ratowano pozostałe. We wspomnieniach dawno już nieżyjących ludzi, a także w literaturze pojawiają się opisy niedostatku pożywienia, jaki dotykał biedniejszych na przednówku. Ratowali się przed głodem jadając czasem przemarznięte, słodkawe kartofle. Nawet w zamożnych chłopskich domach nic nie mogło się zmarnować. W majątkach ziemiańskich wykorzystywano kartofle w gorzelniach.
Autor: Robert Rumiński